środa, 17 maja 2017

W blokowiskach Saskiej Kępy - cz.1: Osiedle Ateńska

"To był maj, pachniała Saska Kępa..."

Gdy w głowie pojawia nam się Maryla Rodowicz z gitarą oraz słowa Agnieszki Osieckiej, po obowiązkowym przesłuchaniu (tudzież odśpiewaniu) nieśmiertelnej "Małgośki" (swoją drogą, polecam spróbować w wersji czeskiej: Marie Rottrova - Marketka :)), udajmy się w rejon Ronda Waszyngtona, wypijmy kawę przy Francuskiej w którymś z ogródków pod "szalonym, zielonym bzem" a następnie...

Nie nie. Modernistyczne wille i zaciszne zielone uliczki nie tym razem. Tak, to prawda, z nich słynie owa Saska Kępa, dawniej zwana Kępą Olenderską, ale dziś podejdźmy ją inaczej, "mniej znanie" :) Mało kto, spacerując w tych okolicach, decyduje się zapuścić poza ulicę Saską (tj. na wschód od niej) a jeszcze mniej osób przekroczy granicę Trasy Łazienkowskiej. Uroki Francuskiej, Paryskiej, Zakopiańskiej i wielu innych wdzięcznych ulic Saskiej Kępy łatwo nas stamtąd nie wypuszczą. Strach się bać co się stanie natomiast gdy przekroczymy obie wspomniane "granice" - zarówno ulicę Saską jak i Trasę Ł... Otóż znajdziemy się na blokowiskowym Osiedlu Ateńska. Czy to naprawdę straszne? Zobaczmy! :)









 







Już na pierwszy rzut oka osiedle uderza w nas duża ilością roślinności. Nadal więc pachnie, nadal jest zielono - w głowie wciąż "Małgośka", jest dobrze :) Pierwsza dodatkowa niespodzianka spotyka nas na jednym z podwórek z adresem ulicy Drezdeńskiej.



Wygląda jak jakiś przedwojenny ostaniec... I nim jest. Modernistyczna willa (a więc znów powiew niedalekiej Francuskiej) była zamieszkana jeszcze do ok. 2005 roku. Miała nawet swoją filmową rolę - zagrała w jednym z odcinków "07 Zgłoś się". Podobno na jej tyłach mieścił się salon gier. Dziś zarośnięta i opuszczona, stanowi bardzo magiczny akcent wśród PRL-owskich bloków.

Zachęceni pierwszą atrakcją, ruszmy dalej w tournee po podwórkach osiedla. Jakby po nich nie chodzić, prędzej czy później trafimy na...






...którąś z rzeźb. A jest ich w sumie ponad 20! Rzeźby autorstwa: Elżbiety Pietras, Ryszarda Wojciechowskiego oraz Macieja Szańkowskiego powstawały począwszy od roku 1979 i do dziś zdobią sasko-kępskie osiedle. Cierpliwie penetrując teren Osiedla Ateńska, natrafimy na ich największe zgrupowanie.





Nasyciwszy oczy sztuką nowoczesną, udajmy się koniecznie na róg Egipskiej i Afrykańskiej. Stoi tu pawilon usługowy z neonem "Osiedle Ateńska" (szczerze mówiąc nie wiem czy wciąż działającym, do własnego sprawdzenia któregoś wieczoru :)) oraz cieszącą oko mozaiką. Ów mozaika, ceramiczna, przedstawia kompozycję planet i pochodzi z roku 1976. To nie przypadek, bo wtedy powstające Osiedle Ateńska zwało się jeszcze Osiedlem Kopernika.



















Na wspomnianym skrzyżowaniu stoi także rzeźba "Ad Astra" M. Szańkowskiego, wyróżniająca się wśród innych blaszaną budową. 


No dobrze. Mamy pachnącą zieleń, mamy rzeźby i sztukę. Czar elitarnej Saskiej Kępy jakby wciąż utrzymany. A co z artystami? Agnieszka Osiecka i Maryla Rodowicz zostały na Francuskiej... ale nie poeta Miron Białoszewski. Po przeprowadzce do bloku na Saskiej Kępie, pisał tu swój dziennik pt. "Chamowo". Choć nazwa niezbyt zachęcająca, to paradoksalnie potwierdza fakt iż również ta część Saskiej Kępy jest uwagi warta (wszakże o niej piszą!). Ale skąd w ogóle pojawiło się takie określenie? 

Ano budowane na Saskiej Kępie bloki miały być podobno zasiedlane przez funkcjonariuszy SB oraz MO. Co prawda w dużej mierze się to nie spełniło, lecz nazwa pozostała. Być może jako pewnego rodzaju bunt - nie wszyscy mieszkańcy tak dotąd elitarnej, willowej, powszechnie znanej i lubianej nam Saskiej Kępy, wyobrażali sobie wyprawy za Saską i Trasę, zwłaszcza w rejon bloków... które, choć jak widzimy wyżej - nie takie szare i nieciekawe, w tamtym momencie jednak mogły zostać uznane za niepasujące do historii i otoczenia.


środa, 22 marca 2017

Sielce Uprzemysłowione

Co się kryje pod tą nieco tajemniczo brzmiącą nazwą?

Sielce lat minionych stanowiły wspólny organizm wraz z pobliskim Czerniakowem. Była to kraina barwna, choć dla przedwojennych przybyszów "z miasta" zapuszczanie się w te rejony wymagało nie lada odwagi... Świat ten choć pełen uroku - brukowanych uliczek, ogrodów, żywego warszawskiego folkloru, nietuzinkowych postaci to jednak zarazem pełen biedy i rzezimieszków, cieszący się w mieście złą sławą. W lokalnej gwarze Sielce i Czerniaków nazywano "Dołem".

To tutaj mieszkał i popularyzował warszawskie podwórkowe piosenki i folklor słynny Stanisław Grzesiuk zwany "bardem z Czerniakowa". Ulice należały do apaszy z czerwonymi chustami na szyi i wspominanej przez Grzesiuka "ferajny czerniakowskiej". Świat ten, jak wiele innych warszawskich, do historii przeniosła II Wojna. Czy to jednak na pewno koniec fascynującej historii sielecko-
czerniakowskich okolic? Niekoniecznie :) Zobaczmy po co warto zajrzeć tu także dziś.







W latach 50-tych zaczęły powstawać w tym rejonie osiedla. Architektura w duchu socrealistycznej epoki z zachowanymi gdzieniegdzie reliktami dawnej zabudowy musiała dać ciekawe efekty. Jednym z tych osiedli były tzw. Sielce A, zwane też Sielcami Północnymi lub właśnie - Sielcami Uprzemysłowionymi.




Uprzemysłowione, bo jako jedne z pierwszych osiedli w Warszawie, wykonywane było z prefabrykatów - wcześniej przygotowywanych elementów-bloków, co w tamtych czasach uznawano za technikę innowacyjną. Zastosowano wiele ciekawych rozwiązań jak np. widoczne na powyższym zdjęciu półokrągłe balkony. Tak pisała o nich "Stolica" w kwietniu 1956 roku:
"(...) Nigdzie nie spotykaną innowacją są sieleckie balkony, półokrągłe, cofnięte nieco w głąb i wysunięte do przodu na tyle, aby mógł się tu zmieścić wózek dziecięcy. (...)"


Osiedle składa się z kilku koloni, przy czym każda posiada swój wewnętrzny plac, co sprawia że nie brakuje tutaj wolnej zielonej przestrzeni.



Na jednym z placów czeka nas niespodzianka - oto bowiem dom zachowany tutaj z czasów, gdy wokół były tylko brukowane uliczki... Jakby swoisty prezent dla osób, które postanowią zejść z Gagarina czy Czerniakowskiej za zainteresowanie osiedlem i zagłębienie się w wewnętrzny świat obecnych Sielc :)


















Dokładny obserwator zauważy, że nie tylko relikty dawnych czasów przyciągają na Sielcach uwagę. Tutaj bowiem nawet wejścia do klatek schodowych nie są zwyczajne...




Bliżej rogu Gagarina i Czerniakowskiej wrota do sieleckiego świata stanowią arkadowe przejścia i zdobione bramy.




Zdobienia posiadają nawet zdawałoby się prozaiczne elementy :)


O to by miejscowy folklor całkiem z pamięci nie zaginął, dba znajdujący się w obrębie osiedla Teatr Baza. Naprzeciw niego przyciąga wzrok budynek opuszczonego przedszkola, które działało tutaj przez kilkadziesiąt lat.







Warto wiedzieć, że mają też Sielce "na koncie", prócz wspomnianego wcześniej Stanisława Grzesiuka, także inne ważne osobistości. W przedwojennym budynku przy ulicy Hołówki mieszkał poeta Krzysztof Kamil Baczyński, a także wielu oficerów Wojska Polskiego. Pochodzi z tych okolic również reżyser Stanisław Bareja.


Jeśli zawędrujemy na płn-zach. kraniec osiedla, zbliżając się do ogrodzenia Łazienek - odnajdziemy tam zadbaną, kolorową i pokaźnych rozmiarów kapliczkę przydrożną.


Na rogu Czerniakowskiej i Nowosieleckiej stoi dość monumentalny zespół klasztorny sióstr Nazaretanek. Budynki wzniesiono z szarej cegły w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Zwłaszcza w pochmurny dzień, poprzez rozmiar i kolorystykę, emanują tajemniczością i klimatem trochę jak z filmów grozy z brytyjskimi plenerami.





To nie koniec atrakcji. Warto odszukać na północnych Sielcach detale architektoniczne, które niestety w wielu rejonach miasta odchodzą co raz bardziej do przeszłości. Przyjrzyjmy się więc z nostalgią wentylacyjnej kratce w kształcie rozety oraz wiekowej tzw. latarence adresowej:



Na koniec warto pamiętać, że Sielce to nie tylko świat dawny o zabytkowym charakterze. One wciąż żyją własnym rytmem i bynajmniej nie tracą swojej kolorowej odrębności :)
 




























piątek, 10 lutego 2017

Płocka - historia jednej ulicy

Coś w tym jest, że najtrudniej wybrać się z aparatem we własne okolice - najczęściej jako cele zwiedzania pojawiają się w głowie miejsca mniej lub bardziej, ale jednak odległe. Pewnie więc nie przypadkiem o bliskiej od zawsze, rodzinnej ulicy przyszło mi do głowy pisać dopiero niedawno... Kierując się jednak ideą: lepiej późno niż wcale, wyruszmy na pasjonującą (mam nadzieję) opowieść o Płockiej :)

Przygodę z Płocką warto rozpocząć na samym jej początku - przy ulicy Kasprzaka. Dziś rejon ten kojarzy się przede wszystkim z budową drugiej linii metra (strach pomyśleć jak zmieni te okolice...), jednakże i bez podziemnej kolejki jest tu dużo niebanalnych kontrastów. Oto bowiem, już przy pierwszych numerach Płockiej, stajemy na styku nowoczesnego budownictwa z wciąż żywą historią przedwojennych kamienic.





Prawdziwą gratkę Płockiej i świadectwo jej bogatej przeszłości spotykamy niedaleko - pod numerem 9/11. Wyłania się nam tu znienacka pałacyk magnacki... no prawie, ale urodą dzielnie mu dorównuje :) Dworkowo-klasycystyczny budynek to willa Emila Kowalskiego, prężnego przedsiębiorcy, który w latach 20-tych minionego wieku prowadził na tej działce garbarnię. Przed wojną miejsce to słynęło z produkcji znakomitej jakości skóry.


















Praktycznie tuż obok, przy Płockiej 13, widzimy dawną wytwórnię płyt gramofonowych z lat 30-tych. Była to filia niemieckiego "Odeonu", w naszym kraju działająca jako Polskie Zakłady Fonograficzne. Płyty wytwarzała także po wojnie. Obecnie budynek mieści Narodowe Centrum Kultury.


O ile nieparzysta strona Płockiej na tym odcinku zajęta jest w dużej mierze zabudową przedwojenną, o tyle po drugiej stronie ulicy widzimy osiedle "Skierniewicka" z lat 70-tych. Pomimo, że powstało w obecnie krytykowanych latach PRL-u, przyznać należy iż w przeciwieństwie do nowoczesnych, zamkniętych osiedli XXI wieku, które zabierają dla siebie bez skrupułów publiczną przestrzeń (spróbujcie pochodzić po Białołęce czy nowszej części Ursynowa na "azymut", bez mapy i dostać się gdziekolwiek bez skakania przez ogrodzenia), wyróżnia się przejrzystym układem, ogólnodostępnymi placami zabaw dla dzieci oraz niemałą ilością zieleni, wśród której każdy może pospacerować czy posiedzieć na ławce.



Począwszy od skrzyżowania z Wolską, w kierunku północnym, daje o sobie znać przy Płockiej słynna robotnicza Wola. Okolica ta przed wojną słynęła z fabryk i fabryczek, podobnie jak cała dzielnica. Niestety, niemieckie zbrodnie podczas Powstania Warszawskiego, przemieszały historię robotniczą z akcentami bardzo tragicznymi. Choć z dumą wspominać można, że to z rogu Wolskiej i Płockiej wyjechały pierwsze traktory "Ursusa" (tak, tak, to tutaj mieściły się zakłady, które w późniejszych latach znamy z ursuskiej lokalizacji :)), to nie można zapominać iż na terenie tutejszej fabryki Niemcy dokonali masowych zbrodni na mieszkańcach Woli.

Za ulicą Wolską, po zachodniej stronie Płockiej, wznosi się osiedle "Młynów II" (wczesne lata 50-te). Przyciąga wzrok socrealistyczną architekturą - pseudo-renesansowe attyki (rzadkie w Warszawie) i wielkie bramy sprawiają, że osiedle nie jest tak szare jak mogłoby to wynikać z koloru elewacji :) Nazwa Młynów pochodzi od, uwaga... młynów! ;P Istotnie, w XIX wieku horyzont zamykały tutaj sielskie ogrody, sady i młyny.








Za bramami Płockiej można znaleźć niekiedy przedwojenne skarby...



Oto kolejna przedwojenna kamienica, datowana na 1924 rok. Z inicjałów PHK deszyfrujemy właścicieli nieruchomości - byli to Piotr i Helena Kalinowscy. Tutaj, przy Płockiej 27a, prócz kamieniczki stały kiedyś należące do tych samych właścicieli zabudowania gospodarcze - była stajnia, szopa, murowana ubikacja... A tuż za kamienicą odnaleźć możemy ceglane mury dawnej Fabryki Piór Stalowych "Konrad Wasilewski". Produkowano w niej m. in. stalówki, pióra, spinacze. Choć fabryka pod tą nazwą działała w tym miejscu od roku 1927, to jednak jest bardzo prawdopodobne, że zabudowania fabryczne pochodzą jeszcze z XIX wieku.

 
Po przeciwnej stronie Płockiej, tym razem nawet bez przechodzenia przez bramę, rzucają się w oczy kolejne fabryczne ruiny. Ten kolejny relikt robotniczej Woli to pozostałości Zakładów Kotlarskich i Mechanicznych "W. i M. Dmochowscy" z 1917 roku. Produkowano w nich m. in. kotły parowe oraz urządzenia dezynfekcyjne.


Ozdobą omawianego odcinka Płockiej są niewątpliwie bramy do przedwojennych kamienic. Uważne oko, przy niespiesznym spacerze Płocką, z pewnością uchwyci dekoracyjne elementy krat oraz małe dzieła sztuki - odboje, chroniące bramy przed zniszczeniem przez powozy :)





Jeszcze jednym budynkiem przy Płockiej, na który warto zwrócić uwagę, jest dawny budynek Szpitala Wolskiego. W zasadzie powstał pierwotnie (przełom lat 20-tych i 30-tych) jako sierociniec dla żydowskich dzieci. Później przejęty przez Szpital Wolski, który przeprowadził się tutaj z ulicy Wolskiej. Aktualnie znajduje się w budynku Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc.



Niestety, podobnie jak wiele miejsc na Woli, również to powiązane jest z tragedią niemieckich zbrodni - 5 sierpnia 1944 zabito tutaj wielu pracowników i pacjentów szpitala. O wydarzeniu przypomina Pomnik Szpitala Wolskiego wraz z Głazem Powstańczej Służby Zdrowia - oba obiekty na rogu Płockiej i Górczewskiej.


Najbardziej północny odcinek Płockiej - między Górczewską a Obozową - miał kiedyś inny przebieg. Płocka nie skręcała na płn.-wsch. jak obecnie, lecz "szła" prosto (nie docierając do Obozowej). Pierwotny przebieg Płockiej pamięta przedwojenna kamienica na płn.-zach. rogu Płockiej i Górczewskiej. Już na pierwszy rzut oka stoi nieco na opak... I jest to prawda - elewacja, która obecnie jest skierowana na Płocką, w rzeczywistości stanowi tylną ścianę kamienicy.

Co jeszcze znajdziemy przy Płockiej? Pojęcie "wszystko" zdradziłoby osobisty stosunek autora do tej okolicy... Ale ale. Mamy tu nawet (wszakże w środku miasta!) drzewo iglaste oraz wolskie robotnicze bistro :)



Swoją drogą jeśli już przy osobistych wstawkach jesteśmy.. Niegdyś w wagonie Warsu pociągu Poznań-Warszawa podczas rozmowy z przypadkowym pasażerem dowiedziałem się, że przed laty miał dziewczynę z Płockiej. Idealnym dopełnieniem był fakt iż ów pan pochodził z... Płocka ;P Jakiś czas później trafiłem w innym pociągu tym razem na dziewczynę mieszkającą na Płockiej. Wyjaśnienia mogą być dwa: albo świat nie jest jednak tak wielki, albo wszystkie drogi prowadzą na Płocką :) Ale odpowiedź na to pytanie pozostawiam już Wam we własnym zakresie :)